Staszek szabrownik
Staszek Szabrownik CZĘŚĆ PIERWSZA: KŁOPOTNIK ZE ŚRÓDKOWA Staszek miał jedenaście lat, a w całym Śródkowie znano go pod jednym przydomekiem: Szabrownik. Nie dlatego, że był zły – ale dlatego, że był wszędzie obecny, a jego ręce zawsze trafiały tam, gdzie nie powinny. Wchodził do cudzych szop, zaglądał do rozmów, w których nie powinien uczestniczyć, a najchętniej… podbierał jaja z cudzych kurników. Uważał, że „świeże są zdrowsze”, a wieśniacy „mają ich przecież za wiele”. Tak sobie tłumaczał swoje czyny. Każdego ranka, zanim udawał się do szkoły, biegł na przedmieścia wsi. Stare stodoły skrzypiały na wietrze, a on – jak cień – przemykał między deskami, sprawdzając, czy nikt nie nadzoruje okolic. Kilka jaj trafiało do kieszeni. Kilka kroków cofania się. I już go nie było w miejscu. Tego dnia, gdy zobaczył panią Anielę pochyloną nad pustą kłódką, tylko lekko wzruszył ramionami. – „Ma ich tyle, że nawet nie zauważy braku” – mruknął, gdy wieczor...